Październik

Po chlebie poznasz dobrą lub złą gospodynię, mądrą lub niedoświadczoną. Dobroć pieczywa zależy bowiem nie tylko od należytego wyrobienia ciasta.

Kociuba służy do wygarniania z pieca popiołu po wyrzuceniu zeń ognia. Łopata (używana też przez czarownice) - do wsadzania i wyjmowania bochenków. Jeżeli chleb wyjdzie z pieca popękany, wielki to wstyd i zła wróżba dla całego domu. Każdy bochenek powinien być gładki, lśniący jak polakierowany, uderzony w spód pięścią odpowiadać dudnieniem (znak, że dobrze wypieczony), posiadać na spodzie pięknie odciśnięty wzór liści chrzanowych, które podeń podłożono. Święty jest ten czarny, żytni chleb. Nie wolno go opuścić niedbale na ziemię. Nie wolno położyć na stole spodem do góry. Gospodyni, zanim napocznie bochenek, żegna go znakiem krzyża.                                                                   

Przeciwstawiając nadzieję smutkowi sączącemu się nieznośnie z tej jesiennej pory, Kościół opasał październik łańcuchem różańca, albowiem różaniec to radość. Liście opadną i sczezną. Woń róż Maryjnych jest wieczna.

Gdy przed paru tysiącami lat z Persji czy Mezopotamii sprowadzono róże do Europy, ten najpiękniejszy, najwonniejszy z kwiatów stał się symbolem radości, a wieniec różany synonimem uciechy i wesela. Wierzono również w moc uzdrawiającą róży. Jeszcze w średniowieczu utrzymywało się przekonanie, że róża ma dar umacniania chwiejących się zębów.

 

Od zarania chrześcijaństwa Najświętsza Panna zwana jest Ogrodem różanym, po łacinie: rosarium. „Przyjdźcie do mnie, Ogrodu różanego słodkiej woni... Wysłucham, mus mi wysłuchać próśb waszych..." - mówi jedna z najstarszych pieśni maryjnych, na południu Francji zrodzona. „Uwieńczmy skronie różami, korzystajmy z chwili, która szybko mija" - wołali rzymscy poeci. „Uwieńczmy skronie Maryi różami, które nie więdną!" - było hasłem chrześcijaństwa.

Powiadali Ojcowie Kościoła, że dwie były najpotężniejsze mowy w planie Bożym: „Stań się"- gdy Bóg wszechświat stworzył, i: „Oto ja, służebnica Pana mojego". Fiat Boga i fiat stworzenia, jedno bez drugiego niepełne.

Dzień drugi października został poświęcony przez Kościół czci Aniołów Stróżów.

 

Któż nie czuł, że bliskie wyczerpania siły wspiera niewidzialna dłoń? Prostaczkowie mają słuszność: ani przez chwilę nie jesteśmy sami. Siły mroku napierają. Siły jasne pomagają odpierać natarcie.

Conocne mgły o świtaniu zmieniają się w rosę, którą chłód ścina, że rankiem łęgi zdają się być usiane perłami. „Święta Urszula perły rozsuwa" - mówią kobiety zajęte międleniem konopi. Z włókien lecą paździerze, którym październik zawdzięcza nazwę. Na przyzbie „dochodzą" obcięte tarcze słonecznikowe, przedmiot pożądliwości dzieci.

Powiadali również, iż przypomnienie chwili Zwiastowania jest dla Matki Zbawiciela nieustającą radością, że słowa, którymi witał Ją Anioł, choć niedołężnie ludzkimi wargami wypowiadane, stanowią przemożne zaklęcie, któremu Niepokalana oprzeć się nie może. Więc powtarzano Ave Maria bez znużenia, po pięćdziesiąt, po sto razy, wijąc niby wieniec różany na skronie Maryi, radując się Jej radością i wielbiąc Jej chwałę. Wspólnie odmawiane zdrowaśki bractw różańcowych chroniły przed smutkiem, „acedią", chorobą późnego okresu średniowiecza, stanowiły talizman pogody.

Różaniec w dzisiejszej postaci przeplatany Ojcze nasz i Drogą Krzyżową ułożył święty Dominik, a do Polski przyniósł święty Jacek. Wtrącenie w tok modlitwy tajemnic bolesnych nie zmieniło radosnego charakteru różańca.

„Zapewne, jest wiele sposobów uproszenia opieki Maryi - pisał papież Leon XIII w encyklice Adjutricem populi - uważamy jednak, że różaniec jest z nich najlepszym i najskuteczniejszym." Słowom papieża przytwierdziła Ona sama, Maryja, Królowa Różańca świętego, objawiając się w Lourdes z różańcem w dłoni, w Fatimie z różańcem i na rue du Bac z różańcem. Tajemniczy związek łączy Ogród różany słodkiej woni, róże i różaniec. Złote róże na stopach Niepokalanej widziała Bernadetka Soubirous. Róże otaczały głowę Maryi Płaczącej w La Salette. W różach widziała Ją trójka dzieci z Fatimy.

 

Październik, miesiąc mgieł, byłby pełen melancholii, gdyby nie opasał go różaniec. Liście spadają na ziemię i giną. Ave Maria płynie w górę. Drzewa są czarne i nagie. Róże Niepokalanej kwitną i wonieją.

Istnieje niebezpieczna infekcja skóry, zwana różą. Bolesna, zaraźliwa, a na wsi stosunkowo częsta. Lud zna na nią jedyne lekarstwo: zamawianie. Kto choruje na różę, wzywa zamawiaczkę. Skutek jest zawsze pozytywny. To nie żarty, nie urojenie, to fakt. Słowa formułki zamawiania brzmią: „Szedł Pan Jezus drogą, niósł trzy róże w ręku. Jedna woniała, druga czerwieniała, trzecia rozkwitała..."

Lecz same słowa nie wystarczają, choćbyś je umiał do końca. Zamawiaczka posiada swoje tajemnice, których nikomu nie zdradzi.

 

                                                                                                                                                                                                                                       Zofia Kossak "Rok Polski"

 

 

2019 Wszelkie prawa zastrzeżone